• Wpisów:597
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 19:35
  • Licznik odwiedzin:51 051 / 2989 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
I don’t belive in „happily ever afret” not anymore. But if best I can manage is „happily for the moment”, then it’ll have to do.
 

 
„Wrocław za Dnia” miał być dodatkiem, oddechem dla „Wrocławia Nocą”. Ale ja jestem bardzo mało konsekwentny i widać pisanie blogów jest mi pisane (o zgrozo). Dość szybko więc WzD stał się na powrót moim osobistym konfesjonałem i dołem kloacznym.

Więc tak, tutaj stawiam kropkę i to jest ostatni wpis Wrocławia za Dnia. Szymon Piotr zacznie sobie pisać jako Szymon Piotr (wreszcie) na nowej kartce:

http://SzymonPiotr.pinger.pl
 

 
I myślę, że tu postawimy kropkę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Szóstego dnia Bóg nie stworzył człowieka. Szóstego dnia Bóg stwierdził, że pozwoli jednemu zwierzęciu zadecydować samemu.

Przez całe życie starałem się uważać każdego człowieka za wartego szacunku na tyle by nie odmawiać mu prawa do samostanowienia o sobie. By nie podejmować za nikogo żadnej decyzji. Nie przykładać ręki do cudzych wyborów nawet wtedy, gdy moje uporczywe wstrzymywanie się od tego było odbierane za obojętność. Nawet nie zliczę, ile razy słyszałem „Gdyby Ci na mnie zależało, to byś o mnie walczył!”. Tyle, że ta walka to właśnie byłoby urabianie kogoś pod siebie. To byłoby właśnie odbieraniem wyboru, podejmowaniem za kogoś decyzji.

To był monolit mojego życia, jeden z filarów na którym postawiłem swój świat.

Ale przecież — przyszło mi wczoraj do głowy — jeśli pozostawiam komuś decyzję co do wyboru którego ma się podjąć to on musi mieć z czego wybierać! A z czego ma wybierać? Przecież on ma tylko jeden jedyny punkt widzenia — swój! Swoją jedyną i najszczerszą prawdę, swoją jedyną wiarę i swoje jedyne rozwiązanie. Najlepsze, prawdziwe, jego własne. Bo tylko takie zna. Przynajmniej do chwili, gdy nie pojawi się ktoś, kto rozszerzy mu horyzont. Kto pokaże mu bezkres możliwości z innej perspektywy, z wyższego pagórka a potem powie: „sam zdecyduj”.

Dokładnie to zrobił Bóg dotykając palcem człowieka i mówiąc: „Daję Ci wolną wolę”. Wolną wolę?! Właśnie zostałem przeklęty! Właśnie odebrałeś mi moją zwierzęcą nieświadomość. Moją zwierzęcą naturalność! Odebrałeś mi mój jeden jedyny świat. Moje jedne, jedyne spojrzenie na świat. Moje proste pytania na które zawsze istnieje tylko jedna odpowiedź! Moja własna odpowiedź!

Pozwalając mi decydować samemu o tym, czym chcę się stać odebrałeś mi prawo do bycia sobą. Zesłałeś na mnie ulewę wątpliwości ponieważ pokazałeś mi bezkres horyzontów w które muszę uwierzyć bo Ty, bądź miliony Tobie podobnych mi o nich wspominają. Dają wejrzenie we wszystkie możliwe przyszłości i każde potencjalne rozwiązanie. I z każdym z nich muszę się zmierzyć bo nie jest moje tylko cudze. Dopowiedziane.

A Ty masz czelność mówić mi, że zrobiłeś to dla mnie?! Że to był akt Twojej łaski bo pozwoliłeś mi sam wybrać? A pozwoliłeś mi wybrać niewybieranie?

Paradoksalnie więc największy dar który otrzymaliśmy od Boga jest największym jego przekleństwem. Jego miłosierdzie okazuje się być największym skurwysyństwem. I nawet nie wiesz Boże, jak bardzo mi jest Ciebie teraz żal.

Jak bardzo jest mi żal siebie samego za uzurpowanie sobie roli Boga. Za dawanie ludziom wolnego wyboru podczas gdy tak naprawdę zabijałem w nich niewinność. Ogromnie mi wstyd, że dopiero po trzydziestu latach zobaczyłem jak bardzo tragiczna i bezwyjściowa jest to sytuacja.

Ilu ludzi tak skrzywdziłem? Nie wiem. I to, że być może część z nich jest teraz szczęśliwa, dokonała wyboru z którego są zadowoleni przygnębia mnie jeszcze bardziej. Ponieważ daje poczucie odrobiny sensu w czymś, co sensu nie ma. Co jest patologiczną sytuacją w której odmawianie komuś prawa do decydowania o samym sobie, podejmowaniem za niego decyzji staje się pozostawieniem mu największej wolności. Wolności do wiecznego pozostania prawdziwym sobą.

 

 
Obejrzenie „Closer” o dziewiątej rano zakrawa na perwersję. Nawet nie wiem, skąd wzięła mi się na to ochota. Bo przecież film nie skończy się inaczej, nie zobaczę czegoś, czego nie dostrzegłem wcześniej. A poczuję się dokładnie tak samo, jak za pierwszym razem gdy go oglądałem. I to wszystko jeszcze przed śniadaniem.

I jak tu nie wierzyć Brodskiemu…?

„(…)”
Oto żyletka, oto Twój przegub.
Uderz terrorem w pierwszego z brzegu:
Siebie samego.
  • awatar szymonpiotr.pinger.pl: @dun-dee: Tylko, jeśli majonez ściekałby z drugiej strony pomiędzy 85DD. Chociaż mimo wszystko, niesmak by pozostał.
  • awatar dun-dee: @//InSiDe: To, zagryzane kanapką z Subwaya, mogłoby być całkiem romantyczne ;)
  • awatar szymonpiotr.pinger.pl: @dun-dee: Albo „Ostatniego Tanga w Paryżu” na komputerze w Galerii Handlowej, w strefie darmowego Wi-Fi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
— Nie wierzę! — to były pierwsze słowa Eweliny gdy weszła do mojego pokoju. — Niezjedzone pistacje!

Dziesięć minut później już nie były.
  • awatar szymonpiotr.pinger.pl: @dwie.owce: I to nie były pistacje od Felixa :] Taki jestem, jeszcze bym sobie dopowiedział, że to przez siłownię :]]
  • awatar dwie.owce: Miałeś pistacje i ich nie zjadłeś?!?! Ty dziwny jesteś...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wczoraj miałem ogromną chęć napisania komuś „…i znów o mnie zapomniałaś”. Przyznam się nawet, że nie wiem dlaczego tak się nie stało.

A dziś znów po cichu dziękuję w duchu Bogom, że nie zrobiłem z siebie głupka. No cóż, od błędów hipostazowania giną nie tylko studenci pierwszego roku filozofii. Późno w nocy trafić może na każdego.

edit: Piękny popis analfabetyzmu jest celowy acz niezamierzony. Jak cały ja ;]
 

 
Ale, żeby nie było, że bawili się tyko zapici studenci. Nic bardziej mylnego. Nikt tak wdzięcznie nie rwał do tańca każdego kto był w pobliżu:



Nikt tak wdzięcznie nie zrobił sobie przerwy na papierosa:




Nikt tak wdzięcznie nie przejmował się upadkami:


Nikt tak wdzięcznie nie ścierał śladów niechcianego pocałunku:



A przede wszystkim nikt tak wdzięcznie nie wziął od nikogo numeru telefonu albo adresu email: jak ja.

zdjęcia: Szymon - Dupa!
  • awatar szymonpiotr.pinger.pl: @Hidden: Dziewczyna generalnie nosiła znamiona Boskości (do tego dawała jeść a to już samo w sobie daje +15 do popularności ;])
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Drugi dzień zabawy na Wyspie Słodowej obywał się pod hasłem „Zimny Łokieć”. Żeby domyśleć się, jaka to impreza wystarczy powiedzieć, że otwierał ją „Chamski Letni Podryw” a kończył „Boys”. Za to ludzie bawili się (jak co roku) wyśmienicie.







No… może nie wszyscy


zdjęcia: InSiDe
  • awatar Człowiek Warga: Studenci aaaa!!!!!!!!!!!!!
  • awatar Gość: no dobrze już nie będę
  • awatar szymonpiotr.pinger.pl: @philcat: A gdyby tak Ciebie chcieli mamusia z tatusiem poprawić, to co? Też byłoby szlachetne, co, co? :]
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 



Tak wyglądają ściany holu Biura Literackiego / Klubu Puzzle we Wrocławiu.

zdjęcie: InSiDe
 

 
„Na pewno przyjdą wszystkie koleżanki, choćby po to, aby nie być wśród nieobecnych, których zawsze się obgaduje”.

źródło: Shapes.pl
  • awatar dwie.owce: Mam nadzieję, że jednak nie całego. Może tylko poznańskiej jego części... ;)@//InSiDe:
  • awatar szymonpiotr.pinger.pl: @dwie.owce: Powiedziała kobieta, która przez parę dni była na ustach całego cechu kominiarskiego :]]]
  • awatar dwie.owce: Ja to nawet czasem tylko po to NIE idę na spotkanie, żeby koleżanki mogły mnie spokojnie obgadać... ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Oglądając „Poważnego Człowieka” przez chwilę mignął mi w kadrze jakiś obraz. Ujęcie na tyle wyjątkowe, że mnie zafrapowało. Oczywiście wpisywanie w google kluczowych słów „żyd”, „nóż”, „drzewo” jak się domyślacie, nic nie dało. Zrobiłem więc screena i napisałem do Pauliny prosty komunikat: „Wiesz co to za obraz może?”

„Ofiara Abrahama” — odpisała po dwóch dniach, jak tylko włączyła komputer.

Czy na Was nie robi to wrażenia? Wiedza, którą musielibyśmy z trudem wygrzebywać z pamięci a która dla kogoś jest wręcz oczywistością?

A ja już się przyznaję otwarcie, że jestem męską blacharą. Ja lecę na wiedzę, z Historii Sztuki najbardziej.

źródło: „Ofiara Abrahama” — Caravaggio
  • awatar Człowiek Warga: @gość: C'est la vie;-) Elaborowałem właśnie z tego powodu. Pewna era się skończyła;-)
  • awatar Gość: to ki chooy żeś elaborował o tym jak to trudno było jeszcze nie tak dawno zastać kogoś w domu, z jakim wysiłkiem przesyłało się vhsy i papierowe foty? :P fałsz, obłuda i dwulicowość :D
  • awatar Człowiek Warga: @gość: Jest owszem. Dla tych ze Skolimowa;-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Ja nie należę do ludzi jakoś przesadnie uwrażliwionych na poezję. Znam kilka wierszy, kilka mi się podoba i mogę powiedzieć nie kłamiąc za nadto, że „je czuję”. Niemniej, zazwyczaj nie czuję.

Dzisiaj, siedząc sobie w Yerbaciarni i przeglądając „Wiersze Zebrane” Wojaczka, te które nigdy się nigdzie nie ukazały i nie miały ukazać, które Rafał podarował znajomym bliższym i dalszym trafiłem na coś wyjątkowego.

Na wiersz który sprawił, że czytając go poczułem się, jakbym zaglądał ludziom w prywatną korespondencję. Na wiersz tak przepełniony emocjami, tak osobisty, że przez chwilę byłem niemal zawstydzony, że go czytam.

Nie przepiszę Wam go tutaj, nie zacytuję bo to jedna z takich rzeczy, która powinna na zawsze zostać tylko Rafała i kobiety, której go podarował. A jeśli nawet na mnie zrobił takie wrażenie, to aż boję się myśleć, co ona wtedy pomyślała.
 

 
Piosenka

Gdy przychodzę do Ciebie
Już od wejścia Ci śpiewam
Ulubione preludium
Zdejmowanej sukienki

Staccato prędkich gestów
Stopniowanie zatrzasków
By wreszcie pełnym głosem
Zaśpiewał goły brzuch

Śpiewam Tobie duetem
Nabrzmiewających piersi
Śpiewam długą sekwencję
Obnażonych ud

Ciałem śpiewam pobudkę
Twojemu rdzeniowi
I Twoją krew zapraszam
Aby wtórowała

Moim szczęściem jest nagość
Śpiewam Ci moje szczęście
Spazm jest najwyższą nutą
Twoją śmiercią jest słuchać

R. Wojaczek
 

 
Kocham; jestem

Kocham... Choć jeszcze nie znam twarzy mojej miłości
w głazie powietrza kutej dłutem litego światła.

Jestem... Choć tego życia jest tyle ile światła
w niepewnej garstce dziecka zanim je ktoś mi spłoszy.

R. Wojaczek
6 sierpnia 1968

To jest wlasnie jego wiersz ktory zapodzial sie Kiecowi pomiedzy innymi, wczesniej wydanymi, podarowanymi mu wierszami. I pewnie miec antologie Wojaczka w domu to juz z lekka passe ale mam to gdzies. Dlatego kupilem.
  • awatar szymonpiotr.pinger.pl: @Immature poet imitate, mature poet steal: Jeśli masz jego poprzednią antologię, to ten wiersz sobie wydrukuj i wsadź pomiędzy kartki. Jeśli nie masz ani jej, ani „Wierszy zebranych” z `99 roku to warto. Bez połowy zdania nawet warto.
  • awatar Immature poet imitate, mature poet steal: Może i passe. Ale też bym kupiła. A niechby i dla tego jednego wiersza.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pomimo, że mieszkam w samym centrum Wrocławia mam pod nosem piekarnię. Co prawda nie tak bardzo pod nosem jak niegdyś (pamiętam jeszcze kolejki do piekarni która była bramę obok!) ale i tak bardzo blisko. W piekarni tej od zawsze robili wyśmienite solanki. Solanka, jeśli ktoś nie wie, to taki wyprostowany rogal posypany solą i kminkiem.

Od dłuższego czasu niestety nie dane jest mi się nimi częstować, choć lubię, bo ilekroć chcę je kupić okazuje się, że „już wyszły”. Dziś pomyślałem, że ich przechytrzę i pójdę wcześniej, po dziewiątej. I wiecie to? Też już ich nie było!

Przyznam się, że zawsze problem małych sklepików które nie wytrzymują konkurencji hipermarketów wydawał mi się przesadzony. Niemniej wszystko wskazuje na to, że tą małą piekarnię (jak tą spod mojej bramy po której już nawet szyldu nie ma) właśnie supermarkety załatwiają. Coraz mniej ludzi idzie specjalnie do piekarni po chleb skoro może także ciepły kupić, gdy robi wszystkie inne zakupy. Niestety obawiam się też, że już za niedługo pozostaną mi już tylko solanki z Herta które są zwyczajnie niesmaczne.

Ale cóż, zmieniają się czasy, zmieniać się będą i ludzie, i ich upodobania. A niektóre smaki zostaną tylko smakiem dzieciństwa i dojrzewania.

ps
Ot, taki mi się sentymentalny wpis zrobił z rana. Przepraszam każdego, kto się poczuł przytłoczony przed śniadaniem.
  • awatar szymonpiotr.pinger.pl: @Devil's plaything: Jeszcze rok temu solanka powszedniała mi dwa razy w tygodniu i chciałbym do tego wrócić :] Bo teraz niestety, od dwóch tygodni nie udało mi się jej kupić. Cóż, może faktycznie następnym razem zanim pójdę spać, to przejdę się jeszcze po poranne pieczywo :]
  • awatar Devil's Plaything: O której otwierają piekarnię? O szóstej? No, to już wiesz, o której tam zaglądać ;) Pewnie, że niektóre smaki chciałoby się mieć ze sobą całe życie, ale może właśnie przez to, że pozostały w dzieciństwie, będziesz o nich pamiętać, bo nie zdążyły spowszednieć.
  • awatar Indira: Raczej przed obiadem:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
O kurcze.

Właśnie przeczytałem, że 10 kwietnia zmarł Get-Stankiewicz. Wrocławski grafik i rzeźbiarz. To jego jest „Pomnik ku czci zwierząt rzeźnych” na Jatkach, pomnik Solidarności czy wreszcie ustawicznie niszczoną przez ignorantów za kontrowersję płaskorzeźbę „Zrób to sam” na ścianie domku alratystów Jaś w którym miał swoją pracownię.

źródło: Eugeniusz Get-Stankiewicz, „Zrób to sam”, 1974.
  • awatar miauczydło: @//InSiDe: podobała w sensie, że kiedy byłam w Twoim Mieście
  • awatar szymonpiotr.pinger.pl: @miauczydło: Ona się podobać może nadal bo nadal istnieje. Tylko autor zmienił statu na facebooku z „Tworzący-niepraktykujący” na „Sławny-bo-martwy”.
  • awatar miauczydło: bardzo mi się ta płaskorzeźba podobała.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wracałem dziś z siłowni na boso. W strugach majowego, ciepłego deszczu japonki zrobiły się tak śliskie, że je zdjąłem i wracałem na boso. Nagrzany bruk oddawał przyjemnie ciepło i nawet pasy dla pieszych nie były tak śliskie jak zazwyczaj. Z muzyką w słuchawkach, skrętem w ustach wracałem przez Świdnicką zastanawiając się, w jakim jeszcze innym mieście jest to możliwe. I nawet kierowcy zwalniali przed skrzyżowaniami, żeby nie ochlapać.

Piękny jest ten mój Wrocław w deszczu.
zdjęcie: http://www.garnek.pl/mgfoto
  • awatar szymonpiotr.pinger.pl: @LotarKing: Czyżby rodził się w Tobie lokalny patriotyzm? Gdańsk z racji bliskości morza się nie liczy. Bo to jest tylko kwestią, jak daleko od plaży ktoś się zapuścił bez obuwia. Chociaż pewnie jakbym zobaczył, że ktoś na gołych stopach drepcze w stronę parku Oliwskiego, to bym zmienił zdanie :] Ale póki co, mogę (po znajomości) dać Wam pół punkta ;]
  • awatar Lotar King: Pytasz, w jakim jeszcze innym mieście jest to możliwe? W Gdańsku rzecz jasna ! :-)
  • awatar listenMUSIC: Zazdroszcze tego dzisiejszego stanu, w którym sie znalazłeś :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Czy Was też, jeśli macie kota, niepokoi i trochę krępuje jak to głupie zwierze przychodzi, siada pół metra od Was i się gapi? Nie rusza, nie rozgląda, niczego nie chce tylko się gapi. Ty się uśmiechasz — on nic. Coś do niego mówisz — on nic.

No kurwa, co on knuje. Żebym we własnym domu musiał się bać swojego kota…


zdjęcie: http://odpium.deviantart.com/
  • awatar Wölfin: Mój Leon tak robi w nocy. Siada na szafce nocnej i się gapi. Oddycha wtedy tak głośno, przez nos, jakby miał katar, że aż się budzę. Jak tylko otworzę oczy, on umyka...
  • awatar szymonpiotr.pinger.pl: @verobebe: To zmyła. One Cię sprawdzają i usypiają Twoją czujność. A jak przyjdzie co do czego to każdy z nich usiądzie Ci w nocy na twarzy :]
  • awatar Devil's Plaything: @Wrocław za Dnia: Z umiejętnego podsycania paranoi będę się kiedyś utrzymywać ;) No i uczę, uczę, aż wióry lecą.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Mój przyjaciel dostał niedawno pismo od policji, że z racji braku śladów postępowanie w sprawie kradzieży jego motocykla zostaje uznane za zamknięte.

W Lublinie zaś policja po domach szuka nielegalnych serników.

http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,35640,9579096,Babki_i_szarlotki_na_lewo__Sanepid_w_mieszkaniu_w.html

Piękny ten nasz kurwa kraj zastępczych problemów, zastępczych rozwiązań, zastępczej polityki, zastępczej muzyki, zastępczych kurwa opakowań i zastępczego życia.

Rewolucji mi trzeba. Kominiarki i butelek z benzyną.
 

 
Administrację Tumblr’a powinno się rytualnie ukamienować! o ile pomysł, z automatycznym „reblogowaniem” (co za durna nazwa) zdjęć które ktoś gdzieś u siebie zamieścił jest przedni, bo to sprawia, że bez większych (w teorii) problemów można trafić do pierwszego i właściwego wpisu o tyle to, że nie można w żaden normalny sposób dać komentarza ani podpisu jest — kurwa — porażką!

Z tego powodu to właśnie Tumblr kurwa jest źródłem tej pierdolonej patologii jaką jest wrzucanie cudzych prac bez podawania źródła właśnie! Zabiłbym, jak mało kogo kurwa, bez mrugnięcia okiem zabiłbym tych debili.

Powyższy wpis sponsoruje bezimienny fotograf i jego praca. Dziękujemy Ci Tumblrze, czarny murzyński chuj Ci prosto w serce!

źródło: nie znamy kurwa bo i po co, prawda Tumblr?
  • awatar szymonpiotr.pinger.pl: @Nemedy: Dziewczyna urocza, bez dwóch zdań ale gołych cycków (i nie tylko cycków) w sieci jest mnóstwo. Fotografików potrafiących robić takie fajne, emocjonalne zdjęcie ledwie garstka.
  • awatar Nemedy: @Wrocław za Dnia: Autora czy modelki? ;]
  • awatar szymonpiotr.pinger.pl: @Devil's plaything: No właśnie nie przechodzi! Bo ja bym chciał zobaczyć więcej cycków tego autora :]]
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Gdyby nie to, że jestem dość leniwym człowiekiem to mógłbym każdy dzień zaczynać od zapalenia sobie w wannie. To jedna z niewielu rzeczy którą odziedziczyłem po Olce (inną jest odruchowe mówienie gdy się z kimś mocno nie zgadzam: „Nie Olka!”). Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek poszła do wanny bez papierosa.

Te dwadzieścia minut, pół godziny leżenia, popijania sobie wódeczki i ewentualnego gadania z kotem są niebezpiecznie relaksujące. Mówię „niebezpiecznie” bo od czego tu się relaksować skoro się przed chwilą wstało, prawda? Człowiek wychodzi taki odprężony, że nic mu się nie chce i zazwyczaj mu się nie chce tak aż do wieczora :]

Jest jeszcze drugi aspekt dla którego staram się nie nadużywać tej przyjemności. Ilekroć sobie tak leżę i gapię na kwiaty czy w sufit to przychodzą mi fajne pomysły do głowy. Zaczynają się ze sobą przekomarzać, sprzeczać, udowadniać wyższość jednego nad drugim i bez pytania o zgodę roztaczają swoje historie i opowieści. O ile wstęp jeszcze jako tako pamiętam o tyle po wyjściu z wanny reszta zawsze gdzieś umyka.

Siedzę wtedy jeszcze ociekający wodą przed komputerem i spinam, starając się bezskutecznie przypomnieć sobie te opowieści. Wyłapuję jakieś pojedyncze zdania które nijak nie układają się tak pięknie, jak jeszcze parę minut temu. Ochota przechodzi, frustracja się budzi i chuj z odpoczynku wannowego :]

Oczywiście mógłbym sobie kupić taki notatnik, jak mają nurkowie do pisania pod wodą. Tylko, on jest dość kosztowny a ja swojego — pożal się Boże — pisarskiego talentu nie cenię na tyle, by po jego zakupie nie czuć się jak wycyckany z kasy osioł.

Tym gorzej, że z własnej próżności.

Ale tak poza tym, to wanna jest ok. Bardzo ok.